Nasze auta

Przedstawiamy Państwu nasze Renówki

 

„Kathrina”, Renault 4 GTL, model 1128, silnik 1100, rocznik 1988
To moja Renówka, przywieziona jako pamiątka z wakacji w 2013 roku. 
Produkcja Słoweńska, kupiona w Mostarze (BiH) od 1 właściciela w dosyć dobrym stanie. Samochód pamięta wojnę domową w Jugosławii, do dziś są widoczne po niej ślady.

„Zielona Żaba” tak nazywa swoją R4 Rafał, jest to model 1123 z silnikiem 0,8, rocznik 1978. Samochód nabyty w kraju, kupiony od mechanika samochodowego. Stan auta po zakupie „do remontu” Lekko pogniła, silnik unieruchomiony (niby zatarty). Na dzień dzisiejszy jest to 4ka, która w Klubie pokonuje największe odległości na zloty, i robi największe przebiegi rocznie, a przy tym małym silniku trzeba przyznać, że jest to wyzwanie! 🙂

Renault 4 GTL, model 1128, silnik 1100, rocznik 1992! to egzemplarz Radka, naszego mechanika! Stan bardzo dobry! Produkcja Słoweńska, auto sprowadzone w 2016 roku. Radek „zaraził się” 4ką na zlocie majowym w 2016 roku. Przyjechał do nas gościnnie maluszkiem (bardzo zachowanym i wyjątkowym egzemplarzem). Po kilku dniach spędzonych w towarzystwie R4 doszedł do wniosku, że maluszka musi sprzedać i zamienić go na coś wyjątkowego, wtedy właśnie pokochał Renault 4. Po powrocie ze zlotu nie spał nocami, tylko wyszukiwał ogłoszenia na ebayu i na innych serwisach. Chciał egzemplarz wyjątkowy, zadbany. Wiedział, że w Polsce ciężko kupić coś dobrego, dlatego przeszukiwał ogłoszenia z Bałkanów i Niemiec.  Po 2-3 tygodniach poszukiwań znalazł egzemplarz godny wyprawy, więc bez zawahania wsiadł w lawetę i pojechał w ślepo 900km z nadzieją, że przywiezie ciekawy egzemplarz. Ryzykował dużo, po auto widział jedynie ze zdjęć. Na szczęści się udało! Przywieziona Renówka naprawdę jest w bardzo dobrym stanie, jest w 100% oryginalna, bez przeróbek i historii wypadkowej. Drobne otarcia zostały już zrobione. W planie zmiana lakieru a czy coś jeszcze? Czas pokarze! Jak na mechanika to trafił na egzemplarz przy którym nie musi nić robić. Silnik chodzi równo i cicho. Renia nie grymasi, odpala nawet w mrozy. Zawieszenie i hamulce również sprawne. Ochrzciłem ją imieniem Słowianka i tak zostało :)! 

Renault 4 wersja Savane z 1992 r o pojemności 956cm3 spersonalizowana i zwana „Bagietką” importowana z okolic Wersalu, więc ma królewskie pochodzenie. Gdy przyjechała do kraju była po kolizji drogowej, uratowana przez Mirka i sprzedana nowemu właścicielowi. Dużo prac przy niej było, ale efekt końcowy zapiera dech w piersiach! 

Petunia” – Renault 4 GTL , silnik 1100, rocznik 1982, model Ryszarda … Z moją Renówką było troszkę inaczej. Szukałem jakiegoś projektu do odrestaurowania, przypadkiem przeglądając aukcje internetowe natknąłem się na autko które bardzo mnie zafascynowało. Stwierdziłem, że musi być moje, została (bo to przecież kobietka) wylicytowana na allegro w 2011 roku od pary, która jechała nią do ślubu kupili ją tylko na tę okoliczność. Cena wynosiła 2400 zł . Auto było w bardzo kiepskim stanie, poświęciłem 2 lata pracy aby samochodzik przywrócić do stanu w miarę przyzwoitego. Całkowita odbudowa zakończyła się w 2013 roku pełnym sukcesem ( chyba ) . Moja renówka może nie jest tak dopracowana jak Wasze czwóreczki, ale byłem jednym z pierwszych, którzy restaurowali sami . Muszę jednak zaznaczyć że bardzo dużo zawdzięczam mojemu tacie, który kierował projektem i wierzył, że włożony ogrom pracy i pieniędzy zostanie ukoronowany sukcesem, czego nie mogę powiedzieć o innych . Samochodzik został nazwany przez moją córkę „Petunią” i po tylu latach z nią spędzonych – nie zamieniłbym jej na żaden inny model R-4

Renault R4F4 Krzyśka to dostawczak z duszą, a tak opisuje go właściciel: Pietrek trafił do nas w 2012 roku. Jest związany z naszą rodziną od 1978. Przez dwadzieścia lat dzielnie służył w pracy u Pierre Mahfouf, jako transporter pralek, lodówek i telewizorów. Dobra praca zapewniała mu dach nad jego dachem i regularne wymiany eksploatacyjne. W 1998 roku przeszedł na zasłużoną emeryturę i jak przystało na zadbanego emeryta, przegląd przechodził co roku przy okazji wybierając się na krótki spacer po okolicy. Jako 36 latek przeprowadził się do Polski z obietnicą nowego, szalonego życia… podekscytowany przejechał 1400 km przez góry i lasy, by trafić do malowniczej krainy zwanej Pniewo. Gdy po kilku latach spania pod gołym niebem tracił już nadzieję na obiecane nowe, drugie życie, na horyzoncie pojawiła się laweta, która zabrała go na południe…

Jaques napisał; Nasza R4 (GTL) jest z roku 1981, samochód ma więc m.in. jeszcze odstające zawiasy i deskę rozdzielczą z przedostatniej serii modelu. Silnik 1108 cc był już przed zakupem wymieniony na młodszy egzemplarz. Kolor lakieru ‘champagne metallisé, wydaje się być niestandardowy. Renówka jest w naszym posiadaniu od roku 2006, kiedy na 2 lata zamieszkaliśmy w Lotaryngii w północno-wszchodniej części Francji. Po przyjeździe szybko doszlismy do wniosku, że drugi samochód będzie nam potrzebny. Ewa i ja jeździliśmy wówczas Peugeotem 405, a ja wcześniej posiadałem Citroena CX. Od dawna lubiłem francuskie pojazdy (bo właśnie takie u mnie w rodzinie były od dzieciństwa w latach 70). Było więc wtedy dla mnie jasne, że trzeba znaleźć jakiś fajny francuski samochód, najlepiej niezbyt drogi, praktyczny „klasyk”. Ostatecznie wybór padł na Renault 4: zdobyłem to autko w Dordogne na południu Francji, gdzie mój wujek znał mechanika emeryta, który dorabiał sobie na remontach i odsprzedaży francuskich oldtimerów. Kupiłem samochód ‘potajemnie’ i przywiozłem do domu jako niespodzianka dla żony. Nasza R4 okazała się być szybka 😉 rzeczywiście praktyczna i niezawodna: z jej pomocą udało się zorganizować przeprowadzkę naszych francuskich przyjaciół, jeździliśmy nią na wycieczki m.in. do Holandii i Szwajcarii. Gdy nasz pobyt we Francji dobiegł końca, przyjechaliśmy nią jednym ciągiem (1000 km) do Polski. Poza okresem zimowym nasza Renówka nadal jest używana prawie codziennie. Samochód nam wiernie służy i sprawia dużo radości. Zawiódł tak naprawdę tylko raz: kiedy po raz pierwszy braliśmy udział w imprezie polskiego Klubu R4 przestały działać hamulce. Niestety samochód na co dzień jest zaparkowany pod chmurką, co, jak wiadomo, nie jest korzystne (garaż zajmuje drugi historyczny pojazd: Peugeot 204 z roku 1966, również souvenir z Francji).

 

 

 

 

 

 Renówka Bronisława to egzemplarz sprowadzony z Austrii, kupiony w stanie bardzo dobrym. Były wstawiane nowe błotniki, oraz malowana była na nowo wg tabliczki znamionowej. Egzemplarz bardzo uszanowany, środek wygląda jak nowy. Samochód kupiony od 1 właściciela z niskim przebiegiem. Z mechaniki jedynie hamulce były ruszane. Silnik, skrzynia biegów oraz zawieszenie nie jest ruszane, bo działa wszystko prawidłowo.

„Luis” to perełka Łukasza! Rok produkcji 1984 pierwsza rejestracja 27.11.1984, kupiony 17.06.2016. Jest to egzemplarz z Francji, przywieziony przez znajomego, który zakupił auto poprzez jedną z aukcji we Francji. Po wypłowiałym stanie lakieru stwierdzić można, że auto pochodzi z części bardzo słonecznej. Auto jest w oryginalnym lakierze (Pont de la Maye „Bordeaux”). Oryginalny przebieg w dniu zakupu wskazywał na liczniku 208,000km. Auto użytkowane przez jednego właściciela od nowości, starszego Pana. Widoczne ślady po przewożeniu rzeczy na dachu oraz we wnętrzu auta jakimi są otarcia w bagażniku i podarta podsufitka wskazują że w pełni wykorzystał ogromny potencjał przewozowy Renault 4. Ostatnie lata auto było przez Pana używane sporadycznie, coraz mniej, aż do momentu kiedy zaczęło stać nieużywane. Razem z samochodem otrzymałem oryginalne pierwsze tablice francuskie, które są historią auta i u mnie teraz pełnią rolę pamiątki. Autko strasznie mi się spodobało, od razu zauważyłem w niej duży potencjał, dlatego bez zawahania postanowiłem ja kupić. Auto nie miało ognisk korozji, było kompletne i oryginalne! Miękkie bujające zawieszenie i rozwiązania z lat 60-tych dodatkowo mnie podkusiły. Zaraz po zakupie dostał mój egzemplarz imię: „Luis” a to dlatego, że rodzina kojarzyła Renault z filmami z aktorem Louis de Funes. Co prawda on jeździł Citroenem 2CV, przynajmniej nie kojarzę go za kierownicą Renault 4, ale Luis się tak ładnie przyjęło. Od zakupu zakonserwowałem podłogę, zostały usunięte niewielkie dziury w podłodze, został wypolerowany lakier i najważniejsza rzecz, serce – czyli remont silnika, którym zajęli się mechanik Radek i Adam z Renault 4 Polska. Filmik wyremontowanego silnika można zobaczyć na kanale youtube. Taka ciekawostka, mimo dużego przebiegu posiadam do Luisa nieużywany drugi oryginalny komplet kluczyków!

Żółta to Renówka Grzesia, jest to egzemplarz z silnikiem 850cm3, a historia zakupu sięga aż 1998 roku. Znajomy Grzesia poddał się z braku funduszy, stracił zapał do pracy i totalnie odpuścił odbudowę auta, które stało w warsztacie i czekało na lepsze czasy. Zniszczone nie zakonserwowane miejsca prac remontowych wykonanych wcześniej pogorszyły stan auta, które również wpłynęły na jego wartość przy zakupie. Kupiony egzemplarz za dobry pieniądz trafił  w ręce pełne chęci odrestaurowania. Silnik był sprawny, ale karoseria potrzebowała dużo miłości i zapału do pracy. Auto zostało rozebrane „do rosołu”, a blacharz zrobił odpowiednie wstawki na karoserii i podłodze oraz przygotował auto do malowania. Samochód dostał nowy lakier pełen optymizmu i żywiołu, a po malowaniu trafił do domowego garażu. Egzemplarz jest w 100% kompletny i oryginalny. Zostały nowo obszyte siedzenia, oraz inaczej zamontowana lampka cofania, a to z powodu zmiany drzwi bagażnika w których nie było oryginalnych otworów. Auto to dziś jeździ bez zarzutów, choć raz zawiodło… w drodze Grzesia na własny ślub :). Żółta była pierwszą Renault 4 w Jelczu Laskowicach, a obecnie jest ich 4y! Warto też wspomnieć, że w Czernicy tuż obok nas jest kolejny szczęśliwy właściciel, a w Jeszkowicach jest egzemplarz do sprzedania 🙂

Mój własny wehikuł czasu… „Biszkopt”to 4ka Piotrka! A to jego historia:
Ludzkość generalnie dzieli się na tych, którzy uważają, że „kiedyś było lepiej”, oraz entuzjastów wszelakiego postępu. Moim zdaniem, przynajmniej w dziedzinie motoryzacji, rację mają ci pierwsi. Samochodami pasjonuję się od dzieciństwa (które przypadło na lata 90. XX w.), ale współczesne pojazdy wywołują u mnie tyle emocji, co maszynki do golenia. Pozbawione stylu i uroku, upośledzone przez rozmaite pseudoekologiczne regulacje i setki innych norm, różnią się od siebie tak, jak jasny lager z piwnego koncernu A różni się w smaku od jasnego lagera produkowanego przez koncern B.
W końcu nadszedł moment, kiedy czytanie i teoretyzowanie o klasycznej motoryzacji przestały mi już wystarczać. Postanowiłem wstawić jakiegoś klasyka do swojego garażu. Mój plan został zatwierdzony przez domowego ministra finansów w osobie żony, więc mogłem zacząć działać. Długie jesienno-zimowe wieczory to idealna pora na poszukiwanie w internetowych czeluściach tego jedynego, wymarzonego samochodu.
Ale jaki to ten wymarzony? Gdy podejmowałem decyzję o zakupie auta, nie miałem jeszcze takiego jednego ulubionego modelu, nie myślałem nawet o konkretnej marce. W klasycznej motoryzacji cenię tę wspaniałą różnorodność, po której już niewiele pozostało. Zrobiłem więc listę aut, które mi się podobają i na które mnie stać. Z tego drugiego względu poszukiwania skoncentrowały się na samochodach z lat 80. minionego stulecia, z obu stron „żelaznej kurtyny”. Gdy zastanawiałem się nad potencjalnymi kandydatami, przez głowę przemknęło mi Renault 4. Jednak wydawało mi się wówczas, że to zbyt egzotyczny pojazd jak na nasze realia. Za to bardzo chciałem Renault 5 – jakiś nie całkiem jeszcze zgnity egzemplarz pierwszej generacji bądź ciekawą wersję „Supercinq”. Jednak znalezienie tego pierwszego graniczy u nas z cudem, za to lepiej wyposażone i mocniejsze „piątki” drugiej generacji osiągają już zawrotne ceny. Myślałem też o Fordzie Fiesta Mk1 (jednym takim nawet odbyłem jazdę próbną), Ładzie czy tylnosilnikowej Škodzie. Dwie takie zostały mi dosłownie sprzątnięte sprzed nosa, mimo że bardzo szybko zareagowałem na pojawienie się ogłoszenia w Internecie. W ogóle okazało się, że zakup klasycznego auta za kilka tysięcy złotych, które nie służyło przez ostatnie 15 lat jako kurnik, nie jest zadaniem łatwym. Szybcy niczym rewolwerowcy handlarze są trudnymi przeciwnikami. Owszem, przechwycone przez nich okazyjnie auto można później znaleźć na portalu aukcyjnym, ale cena nie jest już, delikatnie mówiąc, zbyt atrakcyjna. Przyznam, że po kilku niepowodzeniach miałem nawet chwilę zwątpienia, czy uda mi się znaleźć coś ciekawego przed nadejściem wiosny. I wtedy w sąsiedniej miejscowości ktoś wystawił na sprzedaż świeżo sprowadzone z Francji Renault 4. Miałem niedaleko, więc pojechałem obejrzeć. Po powrocie do domu z twarzy nie schodził mi uśmiech. Zdałem sobie sprawę, że ten model dokładnie spełnia moje wymagania wobec klasycznego samochodu. Powstał w „starych, dobrych czasach”, ale był produkowany tak długo, że można znaleźć w miarę młody egzemplarz i nie ma większych problemów z częściami. Jego konstrukcja jest genialnie prosta, a jednocześnie auto ma w sobie niewyczerpane pokłady uroku. Idealny kandydat na własny wehikuł czasu i przestrzeni – pojazd, za kierownicą którego można zapomnieć o całym świecie i ruszyć wąską drogą na przejażdżkę tam, gdzie tylko ma się ochotę pojechać. Moje obawy związane z małą popularnością tego modelu w Polsce zostały rozwiane po wpisaniu hasła „Renault 4” w internetowej wyszukiwarce. Okazało się, że jest u nas prężnie działający klub miłośników tego modelu, a co jeszcze bardziej zaskakujące, jego prezes mieszka kilka kilometrów ode mnie! Napisałem więc do niego maila z prośbą, czy mógłby zerknąć na tę „czwóreczkę”. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie. Adam wraz z klubowym mechanikiem Radkiem obejrzeli auto i uznali, że to niezły egzemplarz, chociaż zdecydowanie zbyt drogi. Sprzedający nie miał ochoty na negocjacje, ale w ciągu kilku kolejnych dni nadarzyła się okazja zobaczyć jeszcze dwie inne sztuki wystawione na sprzedaż. Po konsultacji z Adamem kupiłem tę, która wydała mi się być w najlepszym stanie.
Moje Renault 4 GTL pochodzi z 1984 r. (naklejki „Clan” to późniejszy dodatek) i jest srebrne niczym DeLorean, ma zatem idealny kolor wehikułu czasu. Większość swojego dotychczasowego życia przejeździło po drogach Bretanii, a – miejmy nadzieję – długą i pomyślną emeryturę spędzi na Dolnym Śląsku. Oczywiście wymaga trochę nakładów pracy i pieniędzy, ale jestem przekonany, że uda mu się przywrócić dawną świetność, by móc odbywać niezapomniane podróże w czasie i przestrzeni. Samochód przeszedł metamorfozę… zamiast srebrnego koloru mamy Sable 155